za taką grę…dam życie swe…

  

rapsodia słów

http://odsiebie.com/pokaz/3503—87f7.html

tu zostawiłam…

  

a tomik słów myślami zapisany

na włóczęgę

zabieram ze sobą

łoj…

będę tęsknić za Tobą…

do zo ba cze nia

                                            na szlakach

a jak chcesz

                                        to ze mną jedź…

                                                                     cyg@ :))) ***

***

  

słysze melodie którą Cygan na skrzypcach gra
tak tęsknie tak smutno wiatr w zaroślach łka
boi się że miłość znowu odejdzie hen daleko
i zapłacze Cygan łez rzeką
Nie bój się miłość wróci
w Twoje tony radość wrzuci
i smyk po strunach bedzie wywijał
i tak grała grał grał
a wiatr już nie będzie łkał łkał łkał

Alinaweronika

                                                    dzięki…cyg@ 

ech życie…pokochaj mnie…

  

w łodygach kwiatów podtrzymujących wszechświat
ścianie rozczepionych promieni we mgle
połączonej z nutką pieszczoną wspomnieniem
ze struny rozgrzanej cygańskim westchnieniem
idzie po nowe cygańskie dziecię….
jemu przecież wszystko należy się….  

i Stary Cygan przestał już grać
zamilkł szum w koronach drzew
po drgających palcach spłynęły łzy dziecka  
melodię zabrał łagodny wiatr gdzieś hen
gdzie ból i płacz w przeszłości pozostał….
a Ty uśmiechnij się…
usłyszysz melodię niby zwykłą niby znaną
ona inczej dla Ciebie brzmi
w cygańskim sercu płomień znowu się pali…
ech życie pokochaj mnie….

cygram

                 dzięki…cyg@

 

będzie coś jeszcze…

  

były dni
które chcę na zawsze zapamiętać
 i  sny
w których transie chcę przetrwać
smutki
które nocą tajemną grozą wiały
i radości
które pojemne serce ogrzewały
była młodość

która wspomnieniem tylko powróci
i myśli jak grzechy

które trzeba z siebie wyrzucić 

wieczory

które rzewną tęsknotą pachniały

i świt

który goił otwarte rany

i miłość

która otwierała bramy nieba

i złość

której nie było potrzeba

były dźwięki

co serce muzyką kołysały

i skrzypce

co melodie cygańskie grały

były kwiaty

co pachniały deszczem

i słowa

co przemawiały dreszczem

***

czy będzie coś jeszcze?

niezwyciężona…

  

kamieniem milczenia przykryta ma dusza

by łez nie obudzić i dalej się nie wzruszać

 ust nie otworzę a słowa wypowiem

 skryta za wersem i tak się nie dowiem

dlaczego

tylko brzozy na na wietrze smętnie śpiewły

anialską pieśń czerwone piuropusze grały

w napięciu 

ciarki po skórze tańczyły zwinnie

w bezsens wpatrzone oczy

 łzy kapały płynnie

niezwyciężona

uwiera gorycz klęski i ciąży przegranej smak

 roztrzaskane smutkiem serce

to życie toczy się dalej

tak w takt…

zapamiętane…

  

Pamietasz?

Pamiętasz czerwcowy wieczór.

Zapach tataraku pamiętasz?

Prostych słów znaczenie.

 Smak…poziomkowych ust…

Pamiętasz ?

Pragnienie…

Zapomniałeś, dawno wydeptanych ścieżek ślad…

Zapomniałeś, dawno…dotyk ust…

A księżyc kradł…

Oddechów szum…

A wiatr…

zanosił nas w nieznane…

dotykam Twych słów

niezapomniane…

uwertura do…ust…

  

na fortepianie kwiatów cała chmura

 w sercu radosna brzmieniem uwertura

do białego walca 

dygiem się skłoniłam

rumieniec rzęsami starannie przykryłam

buziaki jak nutki rozsypane w gamę 

ręce na ramionach

 już trzymamy ramę

muzyka się ściele tak jak swieża łąka

pachniesz jaśminami 

 polotem skowronka

delikatnie muska lico obok lica

prowadzi taktami

już ciepłem zachwyca

zapatrzeni w oczy fermatą ośmiela

usta do ust przybliża

  a tu pioron strzela !

przerwał sen

no gdzie jest pieron

ten…!

wyciągnij ręce…

   

moja miłości

 gdzie teraz jesteś

gdzie Twe ramiona czekają

gdzie ciepły uścisk tej męskiej dłoni

czy siebie kiedyś poznają

moja miłości

 dokąd wędrujesz

mijasz nie zauważasz

czy Ty tesknoty takiej nie czujesz

na drogowskazy nie zważasz

moja miłości

 o Tobie snuję marzenia

 serce w rozterce

wyciągnij ręce

jesteś mym sensem istnienia…

po – plusk ! – ać…

   

  miałam rację 

 sprawiłam wycieczką radość

zabrałam dzieciaki na Słowację

a że zbliżał się  Dnia Dziecka

przepyszna to była ucieczka

Gerlach nas witał w grani bocznej

zapraszał na kamieniste szlaki skoczne

zmęczeni wędrówką

gdy sen zaczął oczy muskać

postanowiliśmy

 będziemy się w gorących źródłach  pluskać

wieczorem ognisko grilowanie

 kapela muzyka śpiewanie

falbaniastą spódnicę włożyłam

nogi przed ko(a)marami kryłam

ostatni dzień muzyka poważna

i powrot do szkały bo nauka ważna

pozdrowienia od Jaśka…

(pamiętacie?)

i i…Olka i Beaty

z pamiątkami wróciliśmy

 do…chaty…

 

za rękę…patyk trzymałam…

  

w upale

ach delikatnie zefirkiem powiało

potem coraz mocniej

coraz śmielej

niebo poczerniało

drży w syku łamanych gałęzi cała okolica

a  czarną przestrzeń rozdziera błyskawica

 potworne grzmoty echo podwaja w gniewie

biegnę

 zatykam uszy

 dokąd sama nie wiem

 szczyt w ogromnej ulewie zatopił się cały

w dźwiękach huraganu potykam o skały

tu potok spieniony grozę w sercu budzi

nie wiem jak dotrzeć w końcu do ludzi

to tylko Pan Bóg na instrumentach może tak wydziwiać

emocji dostarczyć by koncert przetrzymać

a kiedy odeszły za szczyty chmurzyska

pojawiło się słoneczko 

to koniec widowiska

odbita jeszcze fotka w kałuży

 na pamiętkę koncertu burzy

gdzie byłeś

kiedy się tak bałam

zamiast ręki

patyk trzymałam…