podstawię Ci nogę…

  

meta niewidoczna

daleko za lasem

a ja wyścigi urządziłam z czasem

 jeszcze tylko płot

jeszcze jedna miedza

a on ciągle prowadzi i mnie wyprzedza

głęboki na trzy sążnie przeskakuję rów

czas szybciej przeskoczył

pokonał mnie znów

już go doganiam na łuku zakręcie

po piętach go skrobię 

właśnie w tym momencie

 pewnie czuje mój oddech już na swich plecach

a on ma radochę

wyścig go podnieca

znowu zakręt w prawo

 serce szybko bije

 ja już mu chustę zarzucam na szyję

jeszcze jeden płotek

oddechu brakuje

w prawym boku kolka i nóg już nie czuję

przecież dobiegnę do mety swego życia

ileż jeszcze etapów mam do przebycia

wciąż nie mogę dogonić

zmęczenie doskwiera

niech wreszcze mi odda koszulkę lidera

chcę sprawić by zwolnił przystanął

nie mogę

a jak podstawię mu nogę?…

Reklamy

chodź..przyjdź…

  

chodź…

przyjdź szalona…

wiosno żółto-zielona
makami czerwona

                     lakierem paznokci

słońcem co złoci…
 ty

 która brzozy warkocze rozplatasz
    skostniałe podwórka zamiatasz

                             żółcią spódnicy…

mleczami obietnicy

leczysz…

 ty

 która szarość na barwy nadziei zamieniasz
    słowiczym głosem serca zimne odgrzewasz

 promieniem pulsujesz

                              ciepła

       zwiewna…


czarodziejko soczystych barw

więcej…proszę o więcej braw


chodź…

przyjdź rozkochana
w dywany kwiatow ubrana
                                       i w wiosenne zachody

cekinom dodaj urody

                               blasku
ty

 która modrzewie w zielone słupy zaklinasz
 ty

która czerwinią serca jak powojem spinasz 

 w kalejdoskopie 

                      barwami

chodź…

przyjdź

                               i zostań już z nami… 

przysiadł na piersi…i wierci…

  

przyszedł do mnie o świcie

jaśnie Strach

w pełnym rozkwicie

i z szyderczym uśmiechem zawołał

teraz jesteś już moja

przysiadł na piersi

i dziurę mi wierci

że bać się trzeba utraty

firma nie daje rady

plany nierealne puste

 grozi to bankructwem

pokazał odbicie myśli

kręte uczynki sumienia

 ze Strachem

masz do czynienia

o nie

ja przecież śnię

krzyknęłam z całej mocy

kołami otwierając oczy

dlaczego sen nie daje piękna

Strachy niech idą do piekła

i tak

padł Strach blady wraz z nocą

z Pochówkiem ostro się drocząc 

a tu kurzawa…

sms…do…

  

Drogi Boże

 piszę chociaż kilka słów
innym razem napisze więcej
na początku życzę Ci wszystkiego dobrego 
i pozdrawiam Cię najgoręcej
tak się jakoś złożyło ze nie miałam okazji
podziękowac za list coś mi przysłał
miałam wiele pracy miałam wiele nauki
także piszę dopiero dzisiaj…

u mnie wszystko jak dawniej
tylko jeden samobójca więcej
tylko jedna znów rodzina rozbita
tylko życie pędzi coraz prędzej
gdzieś obok rozbił się samolot
trochę dalej trzęsła się ziemia
kiedy patrzę na to wszystko tak jak dziś

tak w ogóle to przepraszam Cię bardzo
za to że tak długo milczałam
lecz dopiero dzisiaj zaczynam rozumieć
Biblię którą mi przysłałeś
wczoraj odszedł ode mnie przyjaciel
z którym tak wiele mnie łączyło
i dopiero dzisiaj zaczynam doceniać

czym jest życie i prawdziwa miłość…

 

http://losiunia.wrzuta.pl/audio/pt0NNAlrUV/wesole_nutki_-_list_do_boga_sliczna_piosenka

dźwiękami uderzeń stóp…maluję akordy…

  

był czas na relaks

 czas na świętowanie

odwiedziłam

stare kąty

moje zamieszkanie

wiruję radością

nad świata rytmem westchnieniem

śpiewam

dźwiękami uderzeń stóp maluję akordy

dojrzewam

by świt natchnąć do życia

chciałam zrozumieć i cieszyć się chwilą

a tu tyle wspomnień przybyło

zapachniała swojsko ziemia

zaszumiały znajome drzewa

ptak przysiadł na płocie

tak jak kiedyś

szczebiocze

wiatr przesunął chmury rękawem

odwiedziłam ścieżki wczesnym ranem

tak na moment cieszyć spokojem myśli

komfort wspomnień

przyjaciele przyszli

orkiestra zmysłów do szału przygrywa

 

 najlepszą moją przyjaciółką

matka mi była

kwiatami otula

ziemia…

   

  

  

kelner…szmpana na blog…!

  

pamiętam

wszystko z tak niedawna
a przecież…

to już od trzech lat lat
z początku znajomość była zabawna
lecz od wtedy 

 zmienił się świat


pamiętam
kręciło się wokół przyjaźni
tak trwałej wspaniałej bajecznej
i nie była to tylko gra wyobraźni
radości było najwięcej


pamiętam
wszystkie rozmowy plotki zwierzenia
 zostaną na zawsze w mej pamięci
i te niespełnione marzenia
czegoś zabrakło

może chęci


 chwil nigdy nie zapomnę
pierwszych wersów i pierwszych słów smak
jeśli po latach Ci się przypomnę
co wtedy poczujesz

czy w sercu będzie czegoś brak

 dziękuję Ci za to

że…byłaś

że…byłeś
i za te wszystkie chwile

które razem ze mną przeżyłaś…

przeżyłeś…

będę wspominać je mile…:)))

buziaki

 

kelner…szapana na blog !

zamyśliłam się…

  

zamyśliłam się…

prześledziłam słowo po słowie

pogładziłam ręką jak po twarzy

wcisnęłam się w Twój uśmiech

przylgnęłam znowu do marzeń

ucałowałam łzy szczęśliwe

co ciepłem spływały

uplotłam warkocz długi

ze słów niewypowiedzianych

na srebrną wstążkę ponawlekałam

wspomnienia najpiękniejsze

w bukiet kwiatów upięłam

słowa najcudowniejsze

trzeci rok

zamknął książki stronice

a ja ręką podparłszy głowę

 rzęsami  przysłoniłam źrenice

 myślami

zamknęłam hebanowe oczy

zadumałam się

tak czwarty rok wkroczył

czym jeszcze mnie zaskoczy

co jutro mi przyniesie

na pewno

wiosnę lato i jesień

 

                                                                   i zległy urlop…

niedoścignione…marzenia…

  

Jeszcze dzień nie zadrgał słońca promieniem
Jeszcze dźwięk w rezonans nie wpadł
Kiedy na progach ustawiłem palce
Gotowe by świat przy stopach usłać
W kolorach pasm z wyobraźni przesilonej barw znaczeniem

Nie czas jest przez szczeliny przeciskać się, rozkładać ich tajemnice  
Dzisiaj chcę słuchać milczącej ciszy, pełnego jej dźwięku
I niech nikt nie stara się tłumaczyć powikłanych zdarzeń
To nie jest czas by rozumieć, snuć pochodne teorie

Mam tyle jeszcze pragnień niedoścignionych w nieosiągalności
Tych z czasu budzenia się do życia w rozmiękłej ziemi
I tych dopracowanych w szumie rosnącej brody i wąsów
Malowanych farbami prosto z wiadra, ich zespoloną tęczą
Wtedy, tak to wtedy była wilgotna wiosna, a barwa była wolna

To dla tej dziewczyny podpartej łokciami we framudze okna
Tej ubranej w suknię uszytą z darów gwiezdnej nocy
Wiecznie głodnej i spragnionej nieprzeciążonych doznań
Założyłem z jedwabiu szalik, owinąłem go wokół wyobraźni
Nie można przecież przeziębić czasu kwitnięcia owoców
Tych, które wzmożonego ciepła tak łakną

A ona składa kolory, czasem w warstwy, czasem w pasy
W zachodzącym słońcu zespala je niknącym złotem
Jeszcze odrobina, jeszcze kielich amarantu  
Ktoś krzyczy gorzko i niebo ostatnim blaskiem twarz pokrywa

I nie ma już tych chwil, na które się nie czeka
Tych barwą do nich pasujących wiernie odcieniem zatrzymań
Przychodzi ten czas, kiedy nabrzmiałość pęka i rozkwita
I do i re brzmi, jak nigdy dotąd w filharmonii dźwięków
Wiosny myśli, działań i pokolorowanych nadziei 

                        Cygram, 2009-03-12 16:41 

                                                     dzięki…cyg@

 

proszę…

  

proszę…

                                              weź błękit i żółć

                                                               wiosnę chcę czuć…

namaluj mi wiosnę

ze słońcem i obłokami

z pełnymi pąkami

na drzewach

wśród których skowronek już śpiewa

a na łące niech kwitną stokrotki i mlecze

                                                           weź czerwień i żółć

                                                           wiosnę chcę czuć…

namaluj czerwienią też serce

radosne

niech wita już wiosnę

bazi żółtych pękiem

tak miło

tak z wdziękiem

                                                weź zieleń i żółć

                                                     wiosnę chcę czuć…

soczystą zielenią namaluj las

i umieść na polanie nas

jak zbieramy pachnące poziomki

nawlekamy na słomki

na źdźbła trawy

albo do buzi wkładamy

ja Tobie Ty mnie

tak właśnie chcę

i jeszcze błękitne jezioro

a w nim ryb mieniących się sporo

                                                 i łajbę…i łódź

                                                           wiosnę chcę czuć…

w kobiercach

przytulę do serca…

a ja takich właśnie cenię…

  

Bo ta chyba w wierszach nie gustuje,
Dziś tandetę się lansuje,
Szybkość życia miarą człeka,
Kto nie kuma niech ucieka  

Gdzieś daleko,  

Bo do świata nie przystaje,
Bo odludkiem się staje,
Bo jest inny nie do życia,
Bo ma inny sposób bycia.

A ja takich właśnie cenie,
To nie w modzie ?
Trudno, zdania nie zmienię.

~odys, 2009-03-11 18:31

                                             dzięki…cyg@

po falbany koral jędrny…

  

wyszłam

nocą ciemną jak atrament 

po kolczki złotych planet

po gwiazdeczki

na sukienki

co wpadały wprost do ręki

po cekiny te błyszczące

w chuście nieba się iskrzące

po orbicie szłam daleko

po księżyca łuny echo

po trzewiczki atłasowe

po chmur gęstych warstw koronę

po komety wrkocz świetlny

po falbany koral jędrny

po ranną rosę o świcie

po nici nocne

co szyją życiem

uszyję

ubiorę

przejrzę się w lustra wodzie

ooo?

 

 ulegam współczesnej modzie…

przez szparę…

  

jakże nieprzenikniony ten świat

bez dróg nazw imion i dat 

hermetycznie zamknięty

szczelny

z zamkiem na wielocyfrowy kod

nie pamiętasz

cyfr zapominasz

 znowu błąd

bo i po co

jak wchodzisz i wychodzisz nocą

bezszelestnie się wspinasz po rynnie

codziennie nagminnie

zglądasz ukradkiem przez szparę okiennicy

by uchylić rąbka tajemnicy

a tu zasady twarde

pięciolinia zawiązana na kokardę

w melodii świata tworzy się wyrwa

bezszelesna

zastygła

 

w uśmiechu warte…

 

wątpisz….?

   

Prawdziwa kobieta: 

Nigdy nie ma:
1. Czasu
2. Pieniędzy
3. W co się ubrać

Zawsze ma:
1. Rację
2. Genialne dzieci
3. Męża

Z niczego potrafi zrobić:
1. Sałatkę
2. Kapelusz
3. Awanturę małżeńską

Trzy okresy w życiu kobiety:
1. Pierwszy: Psuje nerwy swojemu ojcu
2. Drugi: Psuje nerwy swojemu mężowi
3. Trzeci: Psuje nerwy swojemu zięciowi

Trzy zwierzątka prawdziwej kobiety:
NORKI ( w szafie )
JAGUAR ( w garażu )
OSIOŁ ( co na to wszystko zarobi !) ;P

 

wątpisz?

 

a teraz ciacho…kawa…a może i co wiecej…:)))

 

mów…nie stłamsi chłód…

  

W rękach trzymam pory roku, niespokojne
Na długich i rozciągniętych lejcach  
Kwartał za kwartałem spisuję na straty
Patrzę czy smycz wytrzyma napór
Czy psom gończym dam wolność i luz

Dziś płatek za płatkiem pada za oknem
Jutro kropla o kroplę rozdzwoni wiosnę, naszą
Potem napiszę, że lato było najgorętsze
A w sercu wciąż chlupocze dziecięcy żal
Na rozciągniętych strunach nuty rwą się, wibrują
Pod pękniętymi palcami trzymam dźwięki  
Słów bez papierowego przydziału

Więc mów i mów… i krzycz jeszcze i krzycz
Już wiesz, że byłeś wcześniej tu…
Wypowiedziałeś parę słów…

W świecie magii, czarów i okrągłych monet
Coś się mieni, coś błyszczy i przygasa  
Chcę tylko dotrzymać do następnego kwartału
Popiół tego, co był rozgarniać rękami i szukać diamentów  
Bo przecież w te dni w niezapomniane poranki  
Rozpięte pragnienia zamieniały się w ogień
Wszystko było tak łatwe w jego płomieniach
To nie przemija, tego mgła nie spowija, nie stłamsi chłód

Więc mów i mów… Krzykiem głusz…
Słowa zamień w skały…
Czas by czas nie klękał przed nami…

I kiedy patrzę na nie swoje dłonie, one pieszczą
Minione kwartały i pokończone lata
W nich widać to, co przyjść jeszcze może
Połyskliwe od ciągłego dotyku, do białości rozgrzane  
A ja… Patrzę pod nogi, ręce w rękawicach
Czerwone i sine naprzemian, niezależne od pory roku
Przeżyłem już tyle, że tylko mam lato przed sobą
Nie wierzę w jesień i zimę…

Więc mów i mów…. i śpiewaj  
W duszy gra muzyka…
Niech nuty robią słowom za skrzydła…
Niech dotrą… niech będą utulone…

~cygram, 2009-03-04 16:29
                                                                  dzięki…cyg@

hebanowym okiem…

   

moja myśl

zmęczona zimą

w stronę słońca ślę sygnały

chcę usłyszeć śpiew skowronka

 chcę by serca zpachniały

taje pałac królowej zimy

taje

to Kerda z lipowym Czajem

za sprawą garsteczki iskier

 duszę ogrzały 

ciepłem rozprysły

po kryształowych słów komnatach

  zmieniają woń na wiosenną

 patrz już mucha  lata

 kilka śladów lodowatych spojrzeń

a tam

deszczyk chmurą podlał już korzeń

i wypuścił ręce w niebiosa

by wraz ze słonkiem

 spłynęła rosa

na zawilce śnieżynki i bratki

na przepięknych słów rabatki

królowa zima

w uścisku rękę jeszcze potrzyma

ale kończy panowanie

rękaw krótki

zielone ubranie

 decyzja jednak tam gdzieś bardzo wysoko

 jedno przymrużone ma w pierścieniu

hebanowe

 oko…?

złota…myśl…

 tam…

złota myśl

                           muszę po nią iść…

trzy lata ją gonię 

                           widzę jak na dłoni

ucieka

             rwie się

                            urywa

z jękiem

 dźwięk za dźwiękiem

palcami plączę

taktami błądzę

                        nie sonatina…