wiele…doznań i wzruszeń…

  

                     Pięć lat przebrzdąkane a to szarpaniem strun, a to rozciąganiem duszy akordeonu zdecydowało o precyzji Edycianej osobowości. Ogólnie lubiana i bezpośrednia wiarygodnie czuła smak roztaczanej przed nią wody. A jednak… Pochylając się nad klawiaturą fortepianu przechodziła w swój mozolnością wirtuoza tworzony z ułamków świat, niespójny i niespokojny. W nim było miejsce na kolor, życie zaplatane koński ogon z policzkiem przy rozwianej grzywie. Pomimo wrodzonej delikatności siała wśród przyjaciół i pomniejszych znajomych strach.

                  Czym powodowany był?
Przecież na zewnątrz starała się być jedną z wielu. Przeciętność płaszczem spływającym po kostki bosych stóp, kapturem ukazującym uśmiech bez bólu i trosk.

                Andrzej „przekora” z jedyną mu pasją patrzył z dystansu na osobowość Edyty zatopionej w szalu odkrywanej tajemnicy. Nie tolerował jej bliskości w czasie teoretycznych dyskusji. Lubił jej odległość, chodzenie po wodzie. Wzdrygał się, kiedy myśli szły niebezpiecznie na Edytowe tory. Lubił ją, nie pragnąc jej bliskości. Wyrazistość postaci doprowadzała oczy do bólu ze względu na brak domniemanej ostrości. A może to tylko detektywistyczna pasja, choć w rodzinie brak było potwierdzeń. Pisał wiersze, zawsze pisał do szuflady.

              Edyta grała w studenckim teatrze kolorowe postacie. Bajkowe, odległe. Pisała, zmieniała scenariusze, które potem mogła grać w skoczności barw komponowanej muzyki.

              Andrzej patrzył na jej wielobarwność z zachwytem hamowanym własną dumą i egoizmem, właśnie tak rozumianym przez blisko-odległych. Przykrycie dla swojej maleńkości objawiało się kolejnymi maskami.

           To właśnie z przekory popełnił;

Wariacje na temat w obrazie

dumnie ułożone spojrzenie
zaklęte w czerń obramowania
falę czerwieni ponad roznosi
wyobrażeń o majestacie duszy
anielskim ciele dopieszczanym
bliskością żaru słońca

zatopiony blask postaci

bielą przecina monolit tła

w wciągniętych dłoniach
nadzieja welonem tchnie
w zaczarowaną przyszłość

w oczy patrzysz odbiorcy
uśmiechem obejmujesz bezkres
taniec talią kołysze wdzięcznie
och, bogini z cygańskiej pieśni
po herbacianych różach stąpasz
drogocennością siejesz strach
w sercach nienawykłych
osiągalności piękna

onieśmielony nieziemskością
chciałbym usłyszeć szum ust
stojąc za przemokniętą szybą
ożywionych pąsowych uczuć

 

            Tego dnia Edyta otrzymała tradycyjny list, może aż nazbyt tradycyjny, bo zwinięty w rulon i przewiązany herbacianą wstążeczką. Kokarda była nie do rozwiązania. Mozoliła się z jej kluczem przez kilka dni wstrzymując ciekawość o zawartości listu bez adresu nadawcy.
W końcu przecięła węzeł krawieckimi nożyczkami, które to dzielnie służyły do kreowania zwyczajnie niezwykłych szat niedzielno-codziennych. Czytała wiersz w spokoju. Uśmiechała się. Rozwinięty na metrową długość rozciągniętych ramion zasłonił głębokość pokoju, stając się tłem. Pogładziła słowa. Wystygła herbata w nieopodal stojącym kubku powoli traciła ciepłość kosztem aromatu. Edyta wciągnęła powietrze.

             Kolejnego dnia otrzymała list od matki. Pisała wielkimi literami w koślawym formacie. O jej trudach, o marzeniach do spełnienia… tak do spełnienia. Pisała o wyjeździe za którąś tam granicę, których tak naprawdę dla niej nie było. W końcu była żoną przyjaciela domu, kilka lat temu urodziła mu bliźniaki. Dwóch prześlicznie cygańskich chłopców. Ile to już lat, zastanowiła się Edyta. Jej życie uchodziło z przesadnym acz barwnym sykiem. Nerwowo ostrzegała samą siebie; nie patrz do tyłu, za tobą tylko kolorowe jarmarki, oszukane karty rozkładane w kolorze cygańskich chust.

           Utalentowana Edyta dołączyła do zespołu składającego się członków rozległej rodziny. Grała, śpiewała i tańczyła. Wtedy to odkryła siebie w tańcu, w melodiach niezwiązanych z ta ziemią.
           Istnie cygańskim sposobem zjeździła granice i w tym stylu zobaczyła ułamek świata. Najbardziej przeżywała aplauz publiczności, gorące oklaski. Wtedy duszą była pomiędzy nimi, dzieląc ich wrażenia i przyswajając je dla siebie. Budowała cząstkę siebie z ludzkich wrażeń.

          Zrolowany list pozostawał jej wierny. Był z nią na każdym występie, na każdym przydrożu, w każdej uczcie duchowej. Tego dnia napisała do adresata bez adresu, schowała za świętą postać w kapliczce przy szlaku. Oddała swoją wolę i los….

cd może nastąpić, Bart

                                                    i rozlała się wyobraźnia…po górnym ce

                                                    co Bart jeszcze dopisze?…któż to wie…?

 

                                                    pięknie dziękuję Bart…cyg@:)

będę prostować…tam gdzie to możliwe…:)

26 myśli na temat “wiele…doznań i wzruszeń…

  1. Ja też potrafię pisać opowiadania, tylko jak nieścisłości popoprawiasz.Edyta mi się nie podoba, bo kojarzy mi się z jedną śpiewającą, chyba że?:))) miłego

  2. powiem szczerze…że w Twoje umiejętności wierzę…a Edyta…tez mi się jedna kojarzy…ale pewnie to też jakiś nick:))) co mam wyprościć?…zadaj konkretne pytanie…

      1. prześliczne mogłyby być…ale się nie urodziły jeszcze…ani nie są w planach umieszczone…więc i lat nie mają…:))) masz tam jakie wieloraczki?

  3. Witaj WaćpaniTyle tu kolorów i wrażeń, taniec barw i uczuć, a wszystko za woalem, kotarą spełnień i niespełnień. Jestem pod wrażeniem ducha opowiadania i tego, że po raz pierwszy czytam Twą prozę.Całkiem udatną.No proszę, proszę…Oby tak dalej i dalej i głębiej:))))Nisko kłaniam po dłuuugiej niebytności:)

    1. Sarmato dzięki Ci za to…ze przeczytałeś…i o kolarach i o wrażeniach…i tak pięknie doceniasz…ale to nie mój tekst…Barta…jest:))) serdeczności moc…

      1. Się domyśliłem, ale po niewczasie… Jednak piękny tekst pozostaje pięknym, bez względu na to, kto go zamieścił…A ja jestem pod ciągłym wrażeniem…Ech…

        1. zamieściłam ja…to fakt…dlatego że i ja byłam pod wrażeniem…a nad którym obrazem zatrzymałeś się na dłużej?:)))) miłego wieczoru…

          1. Pochylając się nad klawiaturą fortepianu…To jest zaprawdę „duchowe” i tęczowe, brzmiące i…No kurna! Takie, jak lubię!Odpływam słuchając takowych rzeczy. Nic nie poradzisz:))))))

            1. a ja kurna poradzę…przed klawiaturą kurna…Sarmatę posadzę…i graj…a ja nastawię ucha…i też z przyjemnością posłucham:))))

  4. Ileż radości i niepokoju …ileż zagubienia w skołatnym sercu sercu Andrzeja ! Jesteś dla Niego śliczna jak tęcza …tak bardzo bliska i tak daleka …bo ekran tylko i aż tylko ekran …jak szklana szyba nie do przejścia …dzieli Was…a zna Twą duszę i ogarnia umysłem wszystkie Twoje zalety i marzenia ? :))) piękne i naprawdę wzruszające !

    1. i rozlałaś Krysta wodze fantazji…od Tatr…przez Morze Czarne…gdzieś aż do Azji…bo wiele fantazji trzeba…żeby tak pisać…i odcztać skrawkiem nieba…?:)))oj ta fikcja literacka…przekazana obrazami…działa?:)))

        1. fajna dziewucha…lubię ją słuchać…:) czasami z górnolotnością mam do czynienia…i tak ptakiem w marzeniach…choć nielot przecie:))))

            1. ja też chcę oko zawiesić i nie potrafię…może nie w to miejsce się gapię… co kto ma i w czym?…przez co patrzysz…że widzisz dokładnie?:)))

  5. Czy to początek serii Bartowych opowieści?Całkiem udany kawał prozy, czyta się doskonale. Ileż barw, emocji, dźwięków, zawieszeń akcji… i jaki cd.?

    1. i tu Michaśku powinien odpowiedzieć Bart…bo to rzeczywiście udane obrazy prozy…czy dalej napisze ułoży…a Bart wie?:)))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.