tango…cyg@ńskie tango…

   
chata za wsią drewniana
szczerbaty płot owija bluszcz
na nim pierzyna puchata
od rana wietrzy się już

Ref.:
w tango cyg@ńskie
w tango !
 przez lasy pańskie
w tango!
w tango jak konia stęp
w tango !
jak me kochanie
czarowne roześmiane
słodkie jak miód i grzech

w tango !
na słów warkocze
na dotyk i odskocznie
w tango !
na żar i chrust
w tango pachnące hebanem
słowa niewyśpiewane
w tango !
na dwoje ust
 
w pieniek wbita siekiera
chrust pod nim zapałki dwie
uzda kantar siodło  ogiera
 koń co do galopu się rwie
 
Ref.:
w tango  cyg@ńskie
w tango !
przez myśli pańskie
  w tango!
w tango jak konia kłus
w tango niezapomniane
wyryte zapisane
w tango !
co grzbietem niósł

w tango !
na słów warkocze
na dotyk i odskocznie
w tango
co w duszy burzy śpiew
w tango !
pachnące hebanem
kroki wciąż urywane

tango
 jak wilczy zew…

Reklamy

gwiazdka spadła…

  
                  …:)
 dzięki Onecie dzięki
miała być
 
Fracha o plocie

znowu jest dziura w płocie
i bardzo ciekawe
 wpada się wprost

Na trawę

z Księżniczką osiem ?

jam cyg@_nicka

proszę…:))))*

Fracha

Księżniczka8 – hebanowe-oczy.blog.onet.pl – 24.08 08:54
Słów potoki z ust do ust
strugą
łatkę ci przyszyją 
jedną drugą
ť

za wyróżnienie…dzięki…

Powyższe wyróżnienie – prezent – jakże miły!
Alince i Eli
Dzięki serdeczne.:)
 
Teraz wystarczy napisać 7 zdań o sobie
i wytypować kolejne osoby…

przyznać wyróżnienie i powiadomić wyróżnionych.

1. Urodziłam się w letnią niedzielę.
2. Nie cierpię…piwska.
3. Prostuję cudze ścieżki.
4.Liczę tylko na siebie.
5.Serdeczny mam skrzywiony od długopisu.
6. Marzy mi się lot balonem.
7. Nie ulegam modom.

Wam Wszystkim,
moi drodzy przyjaciele z linków,
wręczam powyższe wyróżnienie –
za Wasze serca…
talent
 cierpliwość…
częstujcie się i …

 podajcie dalej!

Mowa trawa – w tsunami zabawa…

Pamięta(m) Twe brawurowe wejście
– gdy pierwszy raz blog odwiedziłem;
Potem bywałem rzadziej lub częściej
– ale na pewno nigdy nie zdradziłem!
😉

Dziś rozpuściłaś włosy na trawie
– świerszcza na leżąco słuchasz;
Chciałabyś zasnąć ot tak na jawie
– by odnaleźć obok dobrego druha.

Nikogo nie ma, tylko Ty i obłoki
– trawa głęboka z zapachem ziół;
Na wznak nadzwyczajne widoki
– te na prywatnej łące pośród pól.

Jesteś rozgrzana łaskawym słońcem
–  odległego obłoku odczuwasz dotyk;
Na pięknej buzi czyjeś palce gorące
– „czy tak zaczyna się każdy erotyk”?

W geście uśmiechu już nie śnisz
– czekasz co z tego wyniknie teraz;
Tym bardziej, że sowa zjadając mysz
– największy strach w oczach zabiera.

Masz zamiar leżeć tak do zachodu
– jest nadzwyczajnie i tak radośnie;
W tej chwili każdego jak sopel lodu
– roztopiłabyś jak to bywa o wiośnie.

Mrużysz oczy i swoje szukasz stopy
– „o, jak daleko od siebie się znajdują”?
Podobnie rozstawione są siana kopy
– które dopiero w stodole się pocałują.

Jeden z palców na Twej buzi ruchomy
– głaskał czoło teraz pociera policzek;
Wędruje po ustach, szyi, jak szalony
– „och, niech w spokoju zostawi staniczek”.

Z biegiem czasu zbliżał się wolno mrok
– coraz słabszy stawał się słomiany opór;
Z każdą chwilą narastał powabny urok
– zielonej łąki wzdłuż dolin i wysokich gór.

Słońce zaszło i pierwsze krople do rosy
– a za słońcem zniknął paluch promienny;
Twoją łąkę wkrótce zdominują sianokosy
– tsunami w stogu siana… żywioł przyjemny!

Ps.
Uciekam w zboże…

Z leżenia w trawie tylko wspomnienie zostało
– nic nie da żadna obrona gdy za oknem szaro!
Deszcz rozkoszy pozalewał wszelkie prognozy
– koszą trawę i gdzie nie gdzie jeszcze stoi zboże!

„Na trawie” – tak się dzieje, że szczęście daje wiele…

~S., 2011-08-16 21:27
                                                                    dzięki S.  …cyg@

na trawie…

 Leżę  na  trawie

    słońce  rozpala  łaskawie

    rozgrzana

    śpię

    nie  śpię

    liczę chmury,  barany

    śnię

    i  nie  śnię

    kułak przy buzi,

    gest roześmiany

    Czekam…

    aż  słońce  zajdzie,  za  lasem  schowa

    czekam  aż  puszczyk

    sowa…

oznajmi  mi  trzaskiem,  łopotem  skrzydeł

    że  idziesz  powoli,  dostojnie

    nie  lękam  się  straszydeł…

    Idziesz…

    Wiem…

    jaskier  nocy  przepada

    wiem,  że  nadejdziesz

    czekam

    idziesz

    nie idziesz…

co?

    Zdrada…?

 

   A  kysz ! …Sowa  znów  zjadła  polną  mysz

   Trującą

   Bez  serca

tsunami… pamiętasz?

pamięta…

malarka chwil…

zapatrzy się człek na niebo
nie licząc godzin dni ni pór roku
na morze chmur o kolorze indygo
i nie dziwi go cisza w gąszczu
bór uśpiony
 kaczki uciekające w sitowie…
 
nie powiem
  nawet w potokach deszczu
jest malowniczo bowiem
przy domu
jest ambona na klonie
za domem łan pszenicy
a pod klonem
farbami umazane dłonie
w wielkiej tajemnicy
pędzlami utrwalają pejzaże
bim bam bim bam
stary zegar wydzwania
figlarka
ma głębie magiczną…

w pocie czoła malarka
płodzić poczyna
żubr jastrząb łania
płótna niby witraże płoną różnymi barwami
tam domek dla ptaków tu cienie za drzewami
tu pysk wąsaty tam czerwień maków
żółte kwiaty dziewanny i zabawnej pliszki ogon
co kierunek wskazywała kiedy szłam drogą
pełną ślimaków

w brzask poranny…

potrafi…pływać w ratafii

odnalazłem się
w szumie drzew puszczy stuletniej
co każdym odgłosem pieści namiętnie
ciszą

pień metrowej średnicy za stół mi służy
chleb smarowany smalcem
miodem powidłem
różnymi przysmakami…dzicz dziczyzna
mniam mniam!
muszę przyznać
 nad herbaty dzbankiem uwiją się osy
bąk
słychać płaskonosa
mrówka w kieliszku
łyk ratafii

gajówka

 harmider

 któż tak potrafi…

puszcza…nie puszcza…

wieczorem gospodarz zadbał o wszystko
jałowiec chrust dziczyzna ruszt ognisko
i świerszcze grające swój marsz ku nocy
 i zwierz chroboczący o korę z całej mocy

na miałki popiół spalone drewienka
na cześć księżyca wilcza piosenka
o czym mówi że tak wpada do ucha
 to wycie brzmi groźnie…posłuchaj

srebrny diament lśniące blaskiem szafiry
szepcą w czułym dialogu zespolone zefiry
 koroną firmament zieleń kładzie w czerni
rzęsami w chmury gwiazd a księżyc w pełni

kto choć raz na nią spojrzy i gry posłucha
ciszą w głośności zadumy strawa dla ducha
jednością stanie się nimi choć przez chwilę

wróci…
jak ja wracam napaść oczy chlorofilem

bo puszcza nie puszcza
by cokolwiek napisać
puszczę opuszczam
gdy zasięgu brak…

aaa…kopruchy gryzą jak szlak!

po pierzynach z mchu…

wraz świtaniem porannym jutrzenki
budzi się puszcza
stokrotnym dźwiękiem
 odgłosów 
cały ptasi akompaniament
to pobudka
poranny koncert
  ćwierków na fortepianie

tu w  dzikości ciemnej puszczy
pośród krętych zbitych bluszczy
w poszyciu
pierzynami rozgościł się mech
w ukryciu
stadami pokrzywa  parzy
pech
było za to jagód
ostrzyć kosy
usmarowane ręce usta nosy

prawdziwków pełne kosze
nie znam się na grzybach

 ja o atlas proszę…

na włóczęgę…

 rozmyślałem nocą
dokąd na włóczęgę
gdzie i po co
kiedy mnie upał dopadł
puściłam się…
do puszczy
a co tam
uwierz – uwierzysz
setki kilometrów przemierzasz
z opon piskiem
 by przystanąć na skraju
Puszczy Piskiej

 po wyplątaniu
 z mechanicznego zaprzęgu

witała cisza…

bez drgań komórki
 bez netu zasięgu…