opowiedz

  

– Opowiedz mi coś o sobie…
– Lubisz baśnie?
Mam na imię Miłość, moją matką jest Pomyłka, ojcem Przypadek. Urodziłam się w sercu i tam obecnie mieszkam, razem z siostrą Nadzieją. Codzienne kłótnie z kuzynką Nienawiścią sprawiają, że tracę wiarę w siebie, ale dzięki niej staję się też silniejsza. Mimo to boję się, że kiedyś to ona wygra, ma przecież ze sobą Zazdrość, Ból, Kłamstwo, Zdradę, Cierpienie…
A ja?
Szczęście czasem wpadnie do mnie przez okno, kiedy wszyscy już śpią. 

       Zaufanie strasznie choruje, Czułość i Optymizm wyjechali na wakacje, nie planują powrotu… Rozum uważa, że to co robię jest irracjonalne, jest całkowitym przeciwieństwem mnie. Tak więc zostałam sama…    Tylko ludzie czasem o mnie dbają, pielęgnują, kochają…

Naprawdę się starają

Reklamy

tęsknota pragnienie…miłość….

przychodzisz do mnie nocami
słowem czarując romantycznie
zostawiasz teczkę z wierszami
rozszyfrowuję 
matematyczne

czytam z wypiekami na twarzy
raz i jeszcze raz
oblizując usta
 w słownych
w emocjach wojaży
między wersami linijka pusta

tu ukryte emocje
tęsknota miłość
tam zazdrość
 a tam żal uniesienie
zachwyt życiem
opieka tkliwość
jest i zdrada
niepokój
pragnienie

świat wirtualny
a tyle emocji
budzi
świat nierealny
emocje prawdziwych
ludzi…

pokochaj…

lato ucałuj

dziś pożegnanie

odchodzi wcześnie

podziękuj za nie

za dni upalne

i te deszczowe

za śpiewy ptaków

za pieśni nowe

za zboża łany

kobierce kwiatów

że przeżyliśmy

wspólnie to lato


pokochaj jesień

jutro nastanie

wyjdźmy jej wszyscy

na powitanie

pokochaj jesień

za złoty ząb

uwielbiaj słońce

i pierwszy ziąb

ubóstwiaj dary

niesionych kosze

otwórz ramiona

szeroko proszę


pokochaj jesień

na życia brzegu

i baw się dobrze

latom na przekór…

pulsem…bluesem…w życie…


obłędnie niósł
szalony blues
czupurne bębnów
bicie

me serce w takt
oddechu brak
motywem to słowo
życie

artysta kładł
kołował świat
porywał ochoczo do
tańca
partnerem los
mistrzowski trzos
zabawy nie ma
krańca

korowód par
taneczny czar
łączył obecnych w
sali
nastała noc
uścisków moc
świt tańcem życia
witali

tracimy sens
pożegnalny gest
cienie odbite na
ścianie
orkiestra gra
a w oku skra
ktoś najwierniejszy
zostanie…

aMorze… o A może…

a może
ktoś się zamartwia
Ty bagatelizujesz
a może
czart ma zabawę
gdy Wenus
panuje

bryzą

a może
te przekomarzania
jej  czy jego wina
 Amorze niezrażony
grzeszny łuk
napinasz

cumy

a może
 terapia stalówką
 gdy Wenus z Amorem
się droczy
0 strzały do łuku
kamyki
  do procy

bursztyny

a morze…
doładowanie
w szekli w kormoranie
w łyku
w rumie
w muszli szumie
szantą

wiosłowanie

keja a hoj
flauta
łamigłówką ląd
krzyżówką
mewa
śmieszka
trójząb zostanie…

i wiatr na wantach co piosenkę gra
a żagle są tak białe…

***

Przyjaciele. Pojawiają się i odchodzą. Ważni w życiu, w pewnych momentach nieodzowni, tak bliscy, kochani. Chwilę później już ich nie ma.
Nachodzą czasem jak mary we śnie, dziwnych myślach wywołanych znanym zapachem czy dźwiękiem. Wydawało się, że świat się zawali, kiedy ich zabraknie. Wszak byli w danym okresie życia najważniejszymi, niezastąpionymi. A jednak… Kawa smakuje tak samo,tort z bitą śmietaną z tą samą rozkoszną słodyczą rozpływa się na języku.
Pojawiają się inni. Zupełnie obcy ludzie stają się powoli osią świata awansując do miana przyjaciół, tych kochanych, bliskich.
Niektóre mary przeszłości uśpione w kątach pokryte kurzem przestają nas nękać pamięcią o sobie. Jednak czasem wystarczy szept, gwizd, szelest i stają przed nami w pełnej krasie emanując żalem za utraconą przeszłością, budząc tęsknotę.
Nie ma sensu szukać ich odpowiedników w rzeczywistości, bo tamci ludzie istnieją albo już nie istnieją. Są inni, odmienieni, często odkształceni brzemieniem żalu, goryczy, zwykłej obojętności czy okrutnego zapomnienia.
Nie odnajdziemy ich w świecie formy tak jak nie znajdziemy już tego żywego w pamięci domu rodzinnego, pobliskiego lasku będącego niegdyś miejscem zabaw czy szumu drzew. Teraz rosną już inne drzewa, choć niektóre przecież nadal te same, wiatr nuci w ich liściach zupełnie inną melodię nostalgicznie powracając pewnymi dźwiękami do tej dawnej, kochanej, bliskiej lat dziecinnych.
Siedząc na łące jestem zawieszona pomiędzy światami, wiele ich nakłada się na siebie, przenika i ostatecznie niknie w promieniach rzeczywistości.
Zanurzam się więc w mgliste światy mych wspomnień.

Wchodzę za kotarę cienia…