nie do wiary…przeleciały ciary…

Nad urwiskiem nad przepaścią śnieżną zamieć przeganiając,

Na złamanie karku gnam, nahajką konie poganiając.

Już brakuje mi powietrza, wiatr i mgłę łapczywie piję

I z zachwytem dzikim wołam: nie przeżyję, nie przeżyję…

Trochę wolniej, wolniej konie, dokąd rwiecie cwałem?

Co tam wam czarne wodze i bat?

Takie mam konie narowiste jakie sam wybrałem.

Życia mi trochę żal, pieśni żal, co za świat.

Koniom woda i sól.

Pieśniom miłość i ból.

Ile czasu los da,

Może dzień, może dwa…

Mogę zginąć, wicher zmiecie mnie z otwartej życia dłoni,

Kiedy sanie mnie poniosą mroźnym świtem wśród śnieżycy.

Każde kopyt uderzenie oszalałych w biegu koni

Jednak zbliża mnie do celu, do ostatniej już granicy…

Ja zdążyłem, bo do Boga każdy kiedyś zdąży w gości.

Czemu chór anielski ochrypł, czy z zazdrości czy z miłości?

Czy to dzwonek ciągle dzwoni aż zanosi się od łkania,

Czy to ja daremnie wołam, własny los ścigając w saniach…

dzięki…cyg@cropped-o1g08w06

Reklamy