ten list Mikołaju brodaty…na raty

„Piszę ten list

Mikołaju brodaty,

gdyż wierzę w Twoje istnienie.

Kupiłam ostatnio „Blaszaka” na raty i mam takowe marzenie:

abyś miast pudła w czerwonej bibule,

rózgi i wora słodyczy,

spłacił ów kredyt,

choć niewielką pulę…

Czy mogę to sobie zażyczyć?

Nie martw się proszę o biurokrację – Ja wszystko załatwię sama,

bo przecież Naszą wyróżnia to nację: burdel w papierach, kolejki od rana.

Wyślę co trzeba do dzianej Laponii

kurierem z najszybszym susem,

tylko mój Święty,

weź nie zapomnij:

rozlicz się także z Fiskusem!”

Reklamy

scałowana szyba

okno z mrozem

zaszalało

w noc na szybie malowało
paprocie tylko widziałam
tak wpatrzona oniemiałam

wargi i szyba

w ciepłym splocie

srebrne gałęzie spłynęły w locie

pocałunek zostawiam

odbite usta

scałowana szyba spływa wodą

pusta…

 
okno2


za namową

rzuciłam się w klamki objęcia

mokrym językiem

bo nie miałam pojęcia

jakie skutki

język krótki z klamką skuł się na amen

teraz z seplenieniem wypowiedziane
zaszalałam
po raz drugi oniemiałam

skóra z języka zdarta

ciekawość powtórzenia warta

nie warta !

blizna na pamiątkę zostanie

nie próbuj !

gdy nie masz metody na odklejanie…

 

zamknięcie bloga wymuszone przez onet…

perliste kropelki
układały się w dźwięki
raz wolniej raz szybciej
melodią na skrzypce

onet się wplątał
blog cały już sprząta
burzy dźwięki
piorunem

pozbierać nie umiem
trzy jęki
przemknęły przez niebo
zygzakiem
na ślepo !
ostatnie słów pisanie
trzy chwile
na pożegnanie…

Dziękuję za uśmiech, za słowa, za lata spędzone na moim podwórku…buziaki ***

i zrobiło się smutno 😦 cyg@

18a0fe4d9f8e7a97ea09b38cbc03db.jpg

w hebanowej komorze…

dalej na nogach po krzywej nawierzchni
w przeciągu przez tamy strachem przejęci
z powały leje się woda za kołnierz kapoty
usiądę odpocznę

dalej iść nie mam ochoty

chodnikiem na dwie stopy
w duszności błocie marazmie i pyle
bo widać na tyle
na ile ci lampka daje blasku
słabe światełko umocowane na kasku
czy świecić pod nogi czy głowę chronić
dlatego trzymam latarkę w dłoni

i tak do przodka gdzie fedrują górnicy

w hebanowej komorze…szczęść boże

między czarnym złotem a kamieniem…

Obraz 061winda wielopoziomowa
nieznana praktyka
15 m/sek
niesamowite doznanie
coś uszy zatyka
oznakowany poziom
oświetlony dworzec
cała ściana pomalowana w białym kolorze

rusza elektryczny parowóz z wagonikami
a w nim ciasne czteroosobowe przedziały
okna i drzwi bez szyb i ciema wszędzie
serce wali mocno
a jak powrotu nie będzie ?

– nie wysadzaj głowy bo ściana tuż tuż
możesz zostać bez głowy to chwila i już !

sześć kilometrów w łomocie i zgrzycie
nic nie widzę
dłuży się niesamowicie…

między ziemią a ziemią…

Obraz 056

z drżeniem serca tak właśnie jesienią
spędziłam całą sobotę pod ziemią
zaopatrzona w roboczy strój górniczy
wydobycie węgla mam zamiar ćwiczyć

drelichowe spodnie kapota buty gumowe
włosy objęte kraciastą chustką na głowie
by wsadzić pod hełm z górniczą lampką
pod ziemią jedyne takie widzenia światło

torba z maską tlenową u boku zawieszona
znaczek tożsamości i do zjazdu gotowa
behapowca krótkie szkolenie

i zjazd siedemset pięć metrów pod ziemię…cdn

w skali zaskoczeń Grzegorza

                      niesamowity
wszędzie się wdziera
podgląda
syczy
oddech odbiera

                       rozkłada na drobne
co na przeszkodzie
łamie urywa
tarza się w błocie

                              targa włosami
we wszystkie strony
przeplata
kołtuni w dredy
mierzwi szalony

                              za kołnierz wcisnął
kolejne bryzgi
odgarnia poły
umizgi wślizgi

                                  w plecy buchnął
chłód dopadł wielki
zakosił wyrwał
torebkę z ręki

                                  dość tych igraszek
powtarzam uparcie
dmie
tarabani
pcha się zażarcie

                          jak rozhulanemu
się przeciwstawić
by przestał swawolić
dzikie gierki uprawiać…

po omacku…

krok za krokiem i tak w kółko
zbłądziłam na własne podwórko
jak tu czarno ponuro i smutno
szukam śladów znaleźć trudno

gdzie te ścieżki wydeptane myślami
gdzie ta rzeki wypełnione wierszami
zaniedbane w czasie
na ławeczce na tarasie
po zapachu

na tym piachu

po omacku… więcej blasku

jak pieśń co po polach się niesie

który to już wrzesień ?

utknęłam w tej czerni
i uczę się

trudnej sztuki

zapominania

witajcie !

wiosennie

pogodne oblicze

„Humor jest doskonałym amortyzatorem wstrząsów,
kiedy w życiu zaczyna coś pękać”. 

Humor niweluje wiele spraw,
które wydawały się przeogromne
i nie do przezwyciężenia.
Stają się śmiesznie małe i nieważne.
To, co wydawało się niemożliwym,
humor czyni możliwym.
Wtedy niejedna burza przemija
bez grzmotów, błyskawic i gradu.

Są ludzie, którzy nigdy się nie śmieją.
Robią wrażenie, jak gdyby każdego dnia
miał nastąpić koniec świata.

Żyjemy w ponurym świecie.
Jest zbyt wielu smutnych ludzi,
dla których już rano zachodzi słońce.

A wystarczy pogodne oblicze
i słońce znów zaświeci…”

nie zapytam

czy lubisz się śmiać

wiosnę chcę…czuć

cytat

proszę…

                                              weź błękit i żółć

                                                               wiosnę chcę czuć…

namaluj mi wiosnę

ze słońcem i obłokami

z pełnymi pąkami

na drzewach

wśród których skowronek już śpiewa

a na łące niech kwitną stokrotki i mlecze

                                                           weź czerwień i żółć

                                                           wiosnę chcę czuć…

namaluj czerwienią też serce

radosne

niech wita już wiosnę

bazi żółtych pękiem

tak miło

tak z wdziękiem

                                                weź zieleń i żółć

                                                     wiosnę chcę czuć…

soczystą zielenią namaluj las

i umieść na polanie nas

jak zbieramy pachnące poziomki

nawlekamy na słomki

na źdźbła trawy

albo do buzi wkładamy

ja Tobie Ty mnie

tak właśnie chcę

i jeszcze błękitne jezioro

a w nim ryb mieniących się sporo

                                                 i łajbę…i łódź

                                                           wiosnę chcę czuć…

w kobiercach

przytulę do serca…

a księżyc o tym wie…

księżycolbrzym dziś zawisł ponad dachami
i do mnie mruga swymi oczkami
przymrużył jedno
co to ma znaczyć
chciałabym w pełni ciebie zobaczyć
macha promieniem
srebrzyście woła
to jakaś jego zagrywka nowa
wyszczerzył zęby w uśmiechu lśniącym
sznury pozdrowień śle mi gorące
sypnął poświatą jak iskrą ognia
bo taka chwila nie zdarza się co dnia

gdy świt nadejdzie nad brzeg jeziora
skończy się nocna refleksji pora
wypełni przestrzeń duszę oprzędzie
oplącze złotem serca krawędzie

wsadziłeś głowę niby niewinnie
spać mi nie dajesz

czuję się dziwnie..

18a0fe4d9f8e7a97ea09b38cbc03db.jpg

dzisiaj…

wśród chryzantem światło uderza
krok za krokiem

we wspomnieniach
płomienne znicze

strofy pacierza
za dusze pragnące oczyszczenia

refleksja nad dzisiaj

bo jutro niepewne
brama Piotrowa zawsze otwarta
pośród wieńców

myśl płynie rzewnie
w zadumie

głowa na rękach oparta

warg drżenie
łza z oka
dłońmi twarz zakryta
jak tam jest
po tej drugiej stronie

esemesem

daj komunikat…kolorowo

 

jedną zapałką…

 

na małej polanie z rozmarzeniem w oczach
na ognisku w leśnych zimowych paprociach
suche szczapy drzew gałęzie zbutwiała kora
stos ustawiony jedną zapałką rozpalić pora

swojskie wędliny gar skwierczy z mięsiwem
delektujmy się zapachami i gorącym piwem
zapachami jałowca kwiatkami przedwiośnia
kapela instrumenty stroi i ptasia rozgłośnia

delektujmy się
tańcem co wszystkie uczucia budzi
otwartym sercem co wzdycha do ludzi
złotą iskierką co z oka do oka przemyka
gorącym buziakiem co oddech zatyka…} bis

18a0fe4d9f8e7a97ea09b38cbc03db.jpg